czwartek, 6 października 2016

Alpy Julijskie - zakończenie czyli okolice naszej wioski ;-)

Na zakończenie kilka fotek z okolicy naszego zakwaterowania, tak z kronikarskiego obowiązku. A mieszkaliśmy w miejscowości Sella Nevea, w przyzwoitym hotelu Canin.

                                            Widok na naszą dolinę

                                            Mój prywatny helikopter ;-)

                                                Nasz  hotel


Załapaliśmy się nawet (niektórzy) na lokalny "festiwal outdoorowy", gdzie miejscowa młodzież chwaliła się swoimi górskimi wyczynami :-)

                                     I ostatni widoczek na koniec :-)

piątek, 30 września 2016

Monte Santo di Lussari czyli...

...czyli sacrum is sacrum, a biznes is biznes! Wokół sanktuarium wyrosła "dzielnica handlowa", pełna malowniczych kramów i knajp, gdzie można zjeść znakomitą pizzę racząc się całkiem dobrym piwem. Wino lane z dystrybutorów, choć znacznie tańsze nie zasługuje na tę szlachetną nazwę. W naszej Biedronce za piętnaście zeta można kupić znacznie lepsze. No i te widoki z tarasów....

czwartek, 22 września 2016

Monte Santo di Lussari czyli góra pielgrzymów i narciarzy

..i jak się okazuje "cyklistów", choć obecnie cykliści to temat "śliski".
Opis tu. U mnie jak zwykle tylko zdjęcia :-)
Choć pozwolę sobie na małą osobistą dygresję. Mnie osobiście urzekł klimat tego miejsca. Jest to Sanktuarium trzech narodów, liturgia odprawiana jest po niemiecku , włosku i słoweńsku. Wszyscy czują się tu "u siebie", a Alpy łączą, nie dzielą. Tyle, bo jeszcze bym na "cyklistach" skończył ;-)

W ołtarzu głównym znajduje się Cudowna figurka, a po bokach malowidła będące  ilustracją "legendy"

                           Oj!  Nie ładnie kamieniami na kościół rzucać ;-)

                                     Niektórzy wybierają się w góry

                                ...które są imponujące

                                          I na koniec "cykliści" :-)

czwartek, 15 września 2016

W stronę słońca czyli Diablak 2016 cz.02

Jak szybko wschodzik sie zaczął, to jeszcze szybcziej skończył :-)
Tzn Słoneczko od razu wzeszło wysoko.. Nagle stało się coś dziwnego. Te wszystkie tłumy, które koczowały na Babiej ruszyły w dół. Dosłownie w kilka minut po wschodzie.
I było to coś najlepszego , co ci ludzie mogli zrobić! Było pięknie, było cicho, pusto i spokojnie, a my mogliśmy prawie przez godzinę  podziwiać majestatyczne piękno, Cyl w świetle poranka, "kolory białej kipieli", która rozciągnęła się w dolinach, Taterki w chmurach :-)

Niestety, w końcu trzeba było zejść do szarej rzeczywistości. Od Kępy zaczęli się pojawiać pierwsi "poranni turyści". Na Sokolicy tłum był już prawie jak na Krupówkach....